Czy naprawdę (w popkulturze i literaturze) wszystko już było? Jak jedna decyzja może zmienić bieg opowieści.

Może nosisz w sobie historię, opowiadanie, powieść. Może masz już postaci, miejsce, w głowie zarys fabuły albo chociaż tę pierwszą scenę, katalizator, od którego wszystko się zacznie.

Czy naprawdę (w popkulturze i literaturze) wszystko już było? Jak jedna decyzja może zmienić bieg opowieści.

Może nosisz w sobie historię, opowiadanie, powieść.

Może masz już postaci, miejsce, w głowie zarys fabuły albo chociaż tę pierwszą scenę, katalizator, od którego wszystko się zacznie. Siadasz przed komputerem albo bierzesz notes i długopis w dłoń i… zamierasz przed postawieniem pierwszej litery na ekranie lub kartce.

Po głowie kołacze Ci się jedno zdanie.

Przecież wszystko już było.

Na co komu tysięczna opowieść o krasnoludach, elfach, smokach…

Na ramieniu albo za plecami większości z nas, twórczych osób, stoi cudzy głos, kombinacja „życzliwych” uwag członków rodziny, „szczerych”, choć nieraz zwyczajnie wrednych lub krytykanckich komentarzy przyjaciół, znajomych, koleżanek, wyświechtane, ale niekoniecznie prawdziwe slogany z social mediów.

Bo czy przy ośmiu miliardach ludzi żyjących na całym świecie NAPRAWDĘ możemy powiedzieć, że w literaturze czy popkulturze wszystko już było?

Owszem, mamy globalizację, ale wywodzimy się z różnych kultur, rodzin, tradycji i jestem pewna, że moja historia o wampirach, chociaż ma w sobie elementy Wywiadu z Wampirem, Altered Carbon czy Neuromancera, jest na swój sposób unikatowa.

Do tych rozkmin zmotywował mnie obecny sezon anime, gdzie są (co najmniej) trzy serie o podziemiach, z czego dwie zaczynają się od zjedzenia człowieka przez smoka.

Powtarzalne?

Na pierwszy rzut oka – bo na drugi to są zupełnie różne historie.

Delicious in the Dungeon, do obejrzenia na Netflixie, zaczyna się od tego, że smok zżera jedną z dziewczyn z drużyny, a ekipa chce ją odzyskać. Jest to pretekstem do przedstawienia różnych, niekiedy absurdalnych dań, złożonych z kelpie, ślimaczych śluzów, macek, paciek i trujących roślin.

Unwanted Undead Adventurer (Crunchyroll) koncentruje się na postaci Rentta Feinny, który w pierwszym odcinku zostaje zeżarty przez smoka i wypluty… Klimat tego anime jest zupełnie inny, powolny, możemy zanurzyć się w bardzo przytulnym i ciepłym świecie, poznać mieszkających w Maalt ludzi i ich relacje z Renttem, który przeuroczo nie ogarnia, co się wokół niego dzieje.

Chociaż w obu animcach punktem wyjścia jest zejście do lochów i walka ze smokiem, to w obu historiach nacisk jest położony na zupełnie co innego.

Mamy też trzecią historię, nightmare material, Solo Leveling. Są podziemia, dziwne stwory, ale historia najsłabszego huntera ever, Sunga Jinwoo idzie w zupełnie innym, dla mnie zaskakującym kierunku i nie umiem napisać nic więcej bez spoilerów.

Dlatego jeśli zastanawiasz się, po co komuś kolejne opowiadanie czy książka o elfach, smokach czy wampirach, to pomyśl sobie, że po to, żeby zobaczyć, jak Ty o nich piszesz, jak Ty na nie patrzysz, jaką opowieść utkasz z nitek swojej wyobraźni.

No dobrze. To już prawie jesteś przekonan_, ale opowiadasz komuś o swojej historii, o pomyśle na fabułę i słyszysz, że tak być nie może, bo krasnoludy nie mogą kochać inaczej, elfy nie mają prawa mieć czarnej skóry albo nie wolno łączyć magii z nauką.

Oh well, guess what – krasnoludy, elfy, wampiry i smoki nie istnieją, a w Twoim świecie Ty jesteś panem, władczynią, osobą zarządzającą światem i bohaterami i masz prawo iść tam, gdzie poniesie Cię wyobraźnia.

Owszem, jest ryzyko, że żadne wydawnictwo nie zechce Twojej historii, bo nie wpisuje się w trendy, w grupę marketingową, bo Twoja książka nie przypomina niczego, co znają czytający, a przecież wiadomo, że ludzie czytają tylko to, co znają (sarkazm).

Na szczęście są Wattpady, blogi, strony internetowe, kluby pisarskie, fora literackie, na których możesz dzielić się z innymi swoją pasją, na których możesz szukać osób zajaranych Twoją historią tak, jak Ty. Do tego zawsze pozostaje opcja samowydawania.

Już Cię prawie przekonałam, ale pytasz, co jeśli te fantastyczne stwory rzeczywiście istnieją?

To najwyżej, cytując, moją przyjaciółkę, czytają nasze książki i leją po nogach, że tak je sobie wyobrażamy.

Także śmiało zaglądaj w swoje serduszko i wyciągaj z głowy historię, książkę czy opowiadanie, bo na pewno gdzieś na świecie jest ktoś, kto ich potrzebuje.

Nawet jeśli bohaterem jest kolejna zeżarta przez smoka osoba.

Podobało się?
Udostępnij, zapisz na później lub skomentuj. <3




Zapisuję się do newslettera Adzik Pisze

Życie w Irlandii, popkultura, neuroatypowość.
Jamie Larson
Zapisuję się