Bezglutenowy, wegański tofurnik - przepis

Tofurnik jest moim ulubionym ciastem (ponieważ sernik z powodów zdrowotnych już nim być nie może). Mój przepis jest "wypadkową" tofurnika Marty Dymek z Jadłonomii i Weganona. Pozmieniałam, pokombinowałam i wyszła moja ulubiona wersja, z której jestem dumna i która zawsze już będzie kojarzyła mi się z Irlandią. Dlaczego?
Dlatego, że gdy skończyłam pracę w Szczęśliwej Gruszce, nie skończyłam spotykać się z moimi byłymi towarzyszami doli i niedoli. Jedną z osób, z którą zachowałam kontakt, jest Claire, szefowa kuchni z prawie czterdziestoletnim stażem.
Raz zdarzyło się, że na lunch zaprosiłam Claire oraz dwójkę innych znajomych, po czym wpadłam w lekką panikę. Co ja, do cholery, przygotuję, żeby nie było wpadki? Żeby dobrze wypaść przed kimś tak doświadczonym? Postawiłam na krem z groszku z pierwszej Jadłonomiowej książki, tylko dodałam do niego ugotowane na parze ziemniaki (ha, punkt dla mnie!), tofurnik i czekoladę ze złotym mlekiem (nie wiem, czy to się tłumaczy. W każdym razie jest to czekolada z kurkumą i ashwaghandą - golden milk chocolate).

Claire była zachwycona tofurnikiem, a gdy spotkałyśmy się w Polsce dała mi swoje ciasto z komentarzem - uwaga - "to dla ciebie, bezglutenowe, wegańskie ciasto migdałowe, ale nie tak dobre jak twój tofurnik". W tym momencie rosłam aż po sam sufit! Dobrze, że był wysoko!


Tofurnik z masą marcepanową.

Niestety, nigdy nie wpadłam na to, żeby zrobić porządne zdjęcia w trakcie pracy, a i zdjęcia samego ciasta pozostawiają wiele do życzenia (bo jak coś mi smakuje, to najczęściej zjadam zanim pomyślę o zdjęciach ==').
Ale jak go zrobię na dniach, to go obfotografuję.

Tofurnik - przepis

Na spód:

  • 4 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej (ok. 2,5 szklanki surowej)
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 2 łyżki cukru
  • 1 jajko (można pominąć w wersji wegańskiej)
  • szczypta soli

Wszystkie składniki ugnieść razem w misce i wyłożyć na tortownicę wyściełaną papierem do pieczenia.

Na masę:

  • 1/2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej
  • 540 g firm silken tofu (jak dla mnie to daje konsystencję najbliższą sernikowi. Ze zwykłym mi nie odpowiadało).
  • 3 łyżki mąki ziemniaczanej (kukurydziana też da radę)
  • śmietanka ze schłodzonego mleka kokosowego (mleko wkładamy noc wcześniej do lodówki, zbieramy tylko stałą część, wodę zostawiamy np. do smoothie)
  • sok z dwóch cytryn
  • sok z jednej pomarańczy
  • skórka starta z jednej pomarańczy
  • kilka lasek wanilii (dwie do czterech, w zależności od tego, jak mocny aromat chcemy uzyskać)
  • szklanka rodzynek (sparzonych)

A tu przepis do ściągnięcia:

Laski wanilii przecinamy ostrym nożem i wyskrobujemy z nich ziarenka, które dorzucamy do masy.

Do miski wrzucamy wszystkie składniki oprócz rodzynek i lasek wanilii i blendujemy na gładką masę (każdy blender sobie poradzi).

Dodajemy laski wanilii i wstawiamy na kilka godzin do lodówki (u mnie zazwyczaj masa stoi przez noc, ale dwie godziny powinny wystarczyć).

Nagrzewamy piekarnik do 180°C.

Po wyjęciu z lodówki dodajemy rodzynki i wyciągamy laski.

Pieczemy przez 45 minut. Po 45 minutach zmniejszamy temperaturę do 120°C i pieczemy przez 15 minut.

Po tym czasie wyłączamy piekarnik, ale zostawiamy w nim ciasto na godzinę.


Tofurnik z polewą czekoladową

Raz zrobiłam z polewą czekoladową (znowu z Jadłonomii), a raz z masą marcepanową (bo chciałam, żeby ładnie wyglądało). Za oboma razami uznałam, że to psuje efekt. Sam spód z sernikiem jest dla mnie wystarczający. A skoro o ciastach mowa, to poniżej jeszcze możecie zobaczyć moje pierwsze samodzielne próby dekoracji. Claire zaprosiła mnie do siebie, dała ciasto, barwniki, pędzelki i posadziła przy stole. Czułam się prawie jak w raju. :)


Pierwsze udekorowane przeze mnie ciasto. Mam nadzieję, że nie ostatnie. A poniżej wspólne krojenie w ogrodzie u Claire.